05

Dom

lut

Akapity wciął edytor i nie odda. bu.

Ciche trzeszczenie furtki brzmiało jak zaproszenie. Zardzewiała klamka zaskrzypiała z uciechy, czując dotyk dłoni, którą tak dobrze znała. Pierwsza płytka, druga płytka, trzecia płytka. Czwarta nadal się chwieje. Trzy razy nacisnęła dzwonek, lecz nie usłyszała gongu. Nie spodziewała się nawet, że będzie działał. Lekko pchnęła drzwi i stanęło oko w oko ze staruszką. Sukienka w kwiatki, beżowe pończochy oraz fartuch w grochy. Nie mogła dokładnie dojrzeć wyrazu jej twarzy, ponieważ lustro pokrywała gruba warstwa kurzu.
- Witaj w domu, Małgorzato… – mruknęła do siebie i zrobiła krok do przodu, zamykając za sobą drzwi. Rozejrzała się i próbowała zliczyć lata, lecz cyfry umykały jak szalone: 1954,1962,1989… Czuła, że nadchodzi czas dużych zmian i od kilku miesięcy w duchu słyszała wołanie starego domostwa. Z czułością rozsunęła ciężkie aksamitne zasłony. Próbowała podnieść połamany mosiężny wieszak na ubrania, ale po kilku nieudanych próbach pozostawiła go w spokoju. Nie te lata, nie te siły.
Każdy człowiek o zdrowych zmysłach, nie wchodziłby na schody starej opuszczonej rudery. Małgorzata w swojej starości miewała pomysły nieadekwatne do swojego wieku, lecz nie uważała się za wariatkę. W końcu nie miała nic do stracenia, a wszystko, czego pragnęła znajdowało się piętro wyżej. Mocno uchwyciła rozchwianą poręcz i powoli, spokojnie, noga za nogą, krokiem osiemdziesięciolatki podążyła do góry. Czuła się jak dziecko sięgające po prezent.
Duża, jasna kuchnia. Piec kaflowy już do połowy rozebrany.
- Rozkradli… Wszystko by chcieli. Szumowiny, nędzne żmije… – mrucząc do siebie, rozsuwała kolejne zasłony. Światło lipcowego słońca rozświetliło pomieszczenie. Stara kuchenka  węglowa, połamane krzesła rozrzucone po podłodze. Przechadzała się, roztrącając gruz. Dotykała po kolei każdego mebla i uśmiechała się do każdego kawałka drewna, który pozostał na swoim miejscu. Zapach domu wypełnił ją od stóp aż po czubek głowy. Czuła, że znów ma 8 lat, a do kuchni zaraz wejdzie mama i poprosi ją o pomoc w lepieniu pierogów.
Powędrowała na drugie piętro. Ominęła wyrwę w podłodze i skierowała kroki w kierunki wnęki, w której kiedyś tkwiły potężne dębowe drzwi. Doskonale pamiętała, ile kroków i w którym kierunku musi zrobić, żeby dojść do okna. Ciężka i zakurzona zasłona z głuchym pacnięciem upadła na podłogę, wpuszczając  strumienie światła. Wiedziała, że tu je znajdzie:  jej piękne, rzeźbione łóżko. Było zbyt ciężkie, żeby nawet najbardziej chciwy złodziej był w stanie wynieść  je z pokoju. Mimo upływu lat, zniszczonego materaca i odpryskującej farby, nadal miało w sobie magię. Rodzina Małgorzaty nigdy nie należała do najzamożniejszych; dziewczynka dostała łoże w spadku po ciotce. Każdego wieczora kładąc się na nim z książką lub głaszcząc kota, czuła się niczym księżniczki o których opowiadała jej babcia.
Nawet brutalny odgłos tupania piętro niżej nie był w stanie wyrwać Małgorzaty z błogostanu wywołanego wspomnieniami. Dwaj mężczyźni rozmawiali ze sobą, po czym dało się słyszeć ostrożne kroki na schodach.
– Stefan, patrz, tu jednak ktoś jest! – W głosie młodego robotnika zdziwienie mieszało się z rozbawieniem. – Idziemy, babciu, ekipa już jedzie. Burzymy tę ruderę.
Mężczyzna ujął staruszkę pod rękę i powoli poprowadził w kierunku schodów. Na pooranej zmarszczkami twarzy malował się niczym niezmącony spokój, na ustach błąkał się uśmiech, a zblakłe oczy świeciły dziecięcym blaskiem.
Podczas, gdy dźwig z kilkutonową betonową kulą podjeżdżał pod stary dom stojący kilka kilometrów za miastem, na pagórku obok siedziała staruszka. Nagle, niczym zając, który wyskakuje  z trawy, obok niej pojawiło się dziecko. Chłopczyk w wieku lat około ośmiu z burzą złotych loczków okalających rumianą twarz oraz okrągłymi jak spodki oczyma koloru nieba. Dziecko uniosło kciuk w kierunku ust i obserwowało ruch dźwigu, uderzenie kuli o stare ściany walące się z hukiem. Po pomarszczonym policzku staruszki spłynęła samotna łza. Kobieta odwróciła się w stronę chłopczyka i  z uśmiechem powiedziała:
- Pożegnania są smutne, ale to dzięki nim świat toczy się do przodu.
- Czy on wróci? Odbudujesz go?– w całej swojej naiwności  zapytało dziecko, przestraszone hukiem walącego się domostwa.
- Nie, nie zrobię tego.Tym razem to ja pójdę za nim. Starzy przyjaciele muszą trzymać się razem.

continue reading...

One Response to “Dom”

Leave a Reply