14

Głowackiego 16

paź

Zadowolenie z opowiadania: średnie.
Niestety edytor i tym razem nie zlitował się nad wcięciami akapitów i je pożarł. Mam nadzieje, że bardzo wam to nie przeszkodzi.

Głowackiego 16

Jak co dzień, w szpitalu psychiatrycznym dla dzieci na ulicy Głowackiego 16 o 8:15 rozlegał się gong.  Siostra Magdalena, pociągając za sznurek, uruchamiała staromodny ciężki dzwonek, wiszący nad drzwiami  sali mieszkalnej. Spod ciężkich powiek obserwowała dwunastoletnią Klarę, która zamiast, jak inne dzieci, zwlekać się z łóżka szybko wyskoczyła spod pierzyny i w biegu ubierając kapcie, pędziła do szpitalnej kaplicy na poranną modlitwę. Dziewczynka każdego dnia zadziwiała zakonnice; było w niej tyle energii i radości, jak gdyby nie smuciły jej codzienne msze pogrzebowe, kolorowe tabletki, zmęczone życiem i smutkiem siostry, szkoła szpitalna, brak rodziny która by przysyłała paczki z prezentami na Boże Narodzenie. Żadna z zakonnic nie miała odwagi zapytać siostry przełożonej, jak i dlaczego Klara znalazła się w tym okropnym miejscu. Jedyną osobą zapisaną w aktach dziewczynki jako prawny opiekun była 67-letnia babcia Aldona. Starsza pani przed kilku laty po raz pierwszy przyszła i oznajmiła pracownicom szpitala, że nie życzy sobie, by ktokolwiek opowiadał jej wnuczce o świece zewnętrznym. Była święcie przekonana, że Klarze nie pozostało wiele lat życia i chciała, by przeżyła je, nie myśląc o tym, co traci, otoczona białymi ścianami szpitala.
Dzień za dniem, miesiąc za miesiącem. Na Głowackiego czas jakby zataczał koło. Każdy dzień wyglądał tak jak poprzedni. Tydzień przed trzynastymi urodzinami Klary do personelu ośrodka doszła nowa siostra. Przełożona Jadwiga  śmiała się, że dostać się do tej ‘umieralni’ tuż po nowicjacie to widocznie kara Opatrzności za grzechy młodości. Nowa siostra nazywała się Katarzyna. Już w pierwszy dzień pracy przed jej pokojem znalazła się pani Aldona. Po krótkiej, lecz burzliwej dyskusji, trzasnęły drzwi i każda z kobiet poszła w inną stronę. Siostra Katarzyna nie znała jeszcze swoich podopiecznych i  nie wiedziała, która to Klara, a mimo to oburzyło ją stanowisko babci dziewczynki.  W ciągu najbliższych kilku dni  nowicjuszka wiedziała już, o kim mówiła starsza pani.
Siostra Katarzyna postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Udała się do matki przełożonej na rozmowę.
- Klara potrzebuje wolności – rzekła – może żyć jak każda inna nastolatka. Nie ma sensu trzymać jej w tym miejscu. Czy Matka tego nie widzi? To miejsce ją zabije!
- Co siostra ma na myśli? – przełożona nie kryła zdumienia. Po raz pierwszy ktoś interweniował u niej w takiej sprawie. Rozmówczyni wzięła głęboki oddech i poczęła wyrzucać z siebie słowa.
- Ta dziewczyna jest niemal zdrowa. Nie potrzebuje całodobowej opieki medycznej, a jedynie codziennej dawki leków. Po co trzymać ją tutaj jak w klatce, skoro można oddać pod opiekę babci?
Przełożona poczuła się wręcz niezręcznie, widząc tak wielki entuzjazm w oczach rozmówczyni. „Ja cię,  kochana, zaraz na ziemię sprowadzę” – pomyślała.
- Marzy się siostrzyczce kariera świętej? Cudów mi tu siostrzyczka dokonywać chciałaby? Niech lepiej idzie zając się czymś realnym. By wypisać któreś z dzieci, potrzeba lekarza sprowadzać, badań setki robić, testów i Bóg wie czego jeszcze!
- Ale..
-Żadnych ale! Żegnam! Z Bogiem! – Przełożona wyschniętą ręką starej kobiety wskazała młodej zakonnicy drzwi.
Katarzyna była siostrą z prawdziwego zdarzenia. Powołanie czuła już od najmłodszych lat. Po rozmowie z Jadwigą wiedziała już, że może liczyć tylko na swoje siły. Dokładnie jutro miały być trzynaste urodziny Klary.
Gdy wszyscy już zasnęli, a mrok wrześniowej nocy na dobre wypełnił stare korytarze, siostra Katarzyna wstała. Cicho udała się do sali mieszkalnej. Poświata księżycowa rzucała snop srebrnego światła na łóżko prawie trzynastoletniej już dziewczynki, jak gdyby Ktoś z góry chciał dopomóc młodej zakonnicy. Siostra bezszelestnie podeszła i pozostawiła na szafeczce nocnej pakunek owinięty szarym papierem i przewiązany zieloną wstążeczką.
Jak zwykle o 8:15 Magdalena pociągnęła za sznurek. Rozległ się donośny dźwięk. Klara swoim zwyczajem zerwała się z łóżka. Już chciała wybiec na korytarz, gdy nagle zobaczyła zawiniątku na szafce obok łóżka..
W ciągu najbliższych kilku dni zakonnice nie widywały dziewczynki bawiącej się z innymi dziećmi. Przesiadywała ona bowiem całymi dniami w łóżku, skarżąc się na chwilowe osłabienie organizmu. Tak naprawdę zajęta była czytaniem książek i oglądaniem fotografii, które były w tajemniczym zawiniątku, znalezionym w dzień jej urodzin. Jak to możliwe, że nigdy wcześniej nie interesowałam się tym, co widziałam przez okno – myślała Klara. Książki, które czytała, opowiadały o innych krajach, a piękne ilustracje przykuwały jej wzrok.
Siostra Katarzyna w tym czasie nie próżnowała. Dokładała wszelkich starań, by zaprzyjaźnić się z Klarą. Zapoznawała się z regulaminem przyjęć i wypisów ze szpitali psychiatrycznych, korespondowała z lekarzami i gdy tylko mogła wyjść, szła do miejskiej kafejki internetowej, by szukać informacji o odpowiednich badaniach. Tak minęła jesień, potem zima, wreszcie kolejne Boże Narodzenie, kiedy na szafeczce nocnej Klary pojawiło się nowe zawiniątko.
Wraz z pierwszym tygodniem marca siostra Katarzyna dostała cztery dni wolnego. Spakowała się i pojechała prosto do warszawskiego Centrum Zdrowia Dziecka. Łatwo wyobrazić sobie, jak wielkie było zdziwienie innych zakonnic, gdy po czterech dniach nieobecności ich Kasia wróciła, prowadząc ze sobą lekarza. Był to starszy jegomość z długą siwą brodą. Matka przełożona wszystkimi siłami woli powstrzymywała złość.
- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! W czym mogę panu doktorowi dopomóc ?
Lekarz uśmiechnął się i powiedział.
- Siostra Katarzyna sprowadziła mnie tutaj, bym zbadał jedną z dziewczynek. Gdzie mogę znaleźć Klarę? – Rozejrzał się po sieni, jakby miał nadzieję, że pacjentka już na niego czeka. Siostra Katarzyna postanowiła nie doprowadzić do konfrontacji.
- Proszę za mną, proszę za mną! Matka przełożona ma zapewne mnóstwo roboty, zostawmy ją w spokoju – rzekła i szybko oddaliła się korytarzem, ciągnąc za rękaw pana doktora.
Miesiąc po wizycie doktora Jabłońskiego przyszły wyniki badań. Katarzyna drżącymi dłońmi rozerwała kopertę. Łzy wzruszenia spłynęły jej po policzkach. Udało się! Dopięła swego! Teraz ma podstawy do dalszych swoich działań i nikt nie może już jej powstrzymać. Pierwszą osobą, która dowiedziała się o pozytywnym obrocie spraw była oczywiście Klara. Od dobrych kilku miesięcy dziewczynka i zakonnica były przyjaciółkami i całe godziny spędzały na rozmowach o tym wszystkim, co działo się poza murami szpitalu na Głowackiego. Teraz już matka przełożona nie miała nic do powiedzenia – z  kwaśną miną wyjęła dokumenty Klary Wajdy ze szpitalnej kartoteki i może trochę za mocno wcisnęła w ręce stojącej przed jej biurkiem Katarzyny.
Pożegnania bolą. Wszystkie zakonnice ze łzami w oczach wyściskały dziewczynkę, która każdego dnia była radosną iskierką nadziei, rozpraszającą smutek, który w tym szpitalu wypełniał każdy kąt. Siostra Magdalena, której oczy były dziś bardziej napuchnięte niż zwykle nie kryjąc wzruszenia, wyniosła przed drzwi ośrodka walizkę dziewczynki. Klara obiecała odwiedzać zakonnice i szybko pobiegła korytarzem ku wyjściu. W jednej chwili wszyscy mieszkańcy Głowackiego 16 przylepili swoje nosy do szyb i obserwowali, jak pierwsze dziecko opuszcza te progi żywe i pełne nadziei na lepsze jutro. Ciężka rzeźbiona brama – tylko ona dzieliła Klarę od wyjścia. Od pozostawienia za sobą tego starego budynku, gdzie spędziła dotąd całe życie. Odwróciła się ostatni raz i spojrzała w okna domu.
Siostra Katarzyna siedziała sama w swoim pokoju, ukrywając twarz w dłoniach. Z jednej strony była szczęśliwa, a z drugiej czuła, jakby straciła część siebie. Nie zadawała sobie pytań odnośnie tego, co teraz będzie robić. Było to oczywiste.

continue reading...

Leave a Reply