Archive for Grudzień, 2009

21

poniedziałek, coś około 18 jest

gru
3 Comments »   Posted by ryba |  Category:inne

Szybko leci… czas. Według planu z roku poprzedniego miałam spędzić trzecią klasę na totalnym luzie, mało co robić, posiadając immunitet w postaci tytułu laureata z historii. Niestety, pierwsza część planu nie wypaliła – a że ja jestem konsekwentna i nie zważam na trudności – kontynuuję mój plan bez owego tytułu – jest luz i małocorobienie. Czasami jeszcze nachodzą mnie myśli, że przecież potrafię inaczej, mogę, powinnam. Myśli nie poparte konkretnym powodem, brak motywacji. Jednocześnie chcę już odwalić tą sławetną masakryczną trzecią klasę z jej całą gamą testów, oh i ah. Z drugiej strony, tej przeważającej, chce tu zostać. Wszystko przybliża mnie do skończenia gimnazjum, po którym drogi moje i wielu moich przyjaciół się rozejdą. Ja powęędruuuuujjeee daleeeeeeeekoooooooo. Aż na drugą stronę ulicy. Nie wiem jeszcze gdzie chciałabym iśc, ale na pewno nie tam, gdzie planują moi rodzice. I będę bla bla bla wymagać od siebie, choćby inni ode mnie nie wymagali bla bla bla, by w razie trafienia do słabej klasy, bla bla bla dużo się nauczyć. Już się z tym pogodziłam, let it be.

Po dwóch tygodniach niewiadomoczego wróciłam na lekcje. Sprawdzian z biologii. Jedna praktykantka przy biurku, druga z panią Brzostowską w ławce za mną. Napisałam, siedzę. Natalia odwraca się, chciała coś do mnie powiedzieć, ale zaczęła się śmiać. Praktykantka zdenerwowana zachwianiem dyscypliny na swojej lekcji patrzy na Natalię a potem na mnie i tez zaczyna się śmiać. Wszyscy się rozglądają, a kto tylko spojrzy na mnie – śmieje się. W końcu w sposób nie całkiem werbalny ktoś przekazał mi, że chyba mam coś na twarzy. Zaczynam się śmiać i pytam Brzostowskiej, czy mogę iśc do lustra. Ta, że nie (uważałam ją za fajną babkę, ale to, jak się zgrywa przed praktykantkami jest żałosne). Odwracam się do niej, ona zaczyna się smiać i pozwala iść. Idę do kibla, patrze do lustra i AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA. Klasa chyba to usłyszała, bo po korytarzu odbił się echem ich śmiech. Byłam cała z atramentu ^^

Panu Skorupie oddałam książki, pani Stańczak milczy. Ohahahaha. Ruszyło mnie to

Notka sprowokowana wnioskami wynikającymi w dzisiejszej nocy. Pozdrawiam chronicznie bezsennych wagarowiczów, któych padam ofiarą ;]

Piosenka na dziś.

more...
18

Daaaaaaaaawać mi te święta!

gru
2 Comments »   Posted by ryba |  Category:inne

Właśnie. Dawać! Po raz pierwszy od.. dawna czuje klimat świąt. Chce usłyszeć cholerne Last Christmas, zobaczyć reklamę coca coli z czerwonymi ciężarówkami i odkurzać brokat sypiący się z ozdób choinkowych. Chcę iść na sanki z Cylami i śmiać się z Cyla, która będzie się pół godziny modlić przed przeskoczeniem rzeki, a potem upuści sanki i będę je gonić biegnąc w dół rzeki, aż w końcu i tak do niej wpadnę. Jestem przemęczona przez olimpiady i wszystko co się ostatnio działo. Musze mieć kilka dni wolnego i zorganizować sobie życie. W ciągu ostatnich dwóch tygodni byłam w szkole niczym bibliotekarka: przychodzę kiedy chcę, nie robię nic i wychodzę też, kiedy chcę. Pożyczyłam od Basi kupę zeszytów, a Norczysław zwrócił mi moją gitarę. Stroika nie udało mi się naprawić, ale znalazłam piórka, śpiewniki i kapodaster.
Olimpiadowego piknika wiejskiego ciąg dalszy. Nie widziała mi się noc z panem Wołodyjowskim, więc po połowie przerzuciłam się na streszczenie (dokończę w święta, polecam, super książka). Mister Skorupa wprowadził nas w błąd co do godziny zbiórki i spóźniłyśmy  pół godziny. Wszyscy na nas czekali a my zrobiłyśmy wejście smoka ;]
Za to rejon z niemieckiego pisałyśmy na zadupiu, zwanym Zakrzowem. Glanami naniosłam błota, ślęcząc nad olimpiadą walczyłam ze snem i chęcią wyjścia oraz spotkałam panią Grabowską, moją ulubioną nauczycielką z podstawówki, która kilka lat temu zaszczepiła mi bakcyla konkursów. Teraz właściwie nie kieruje mną ambicja, a przyzwyczajenie.
Z religii widziałam klucz. Spodziewałam się czegoś więcej – wróżę sobie 81%, oby to wystarczyło.
Nie wiem tylko jak przeżyje tyle dni bez kursów, ruskich czołgów, milaczków, czterokroku, który ma pięć kroków, Elvisów, Mapetów i prostowania bananów.
Stara miłość nie rdzewieje, więc tu piosenka na dziś. A tu piosenka na najbliższe sto lat.

A teraz zdjęcia [KLIK - > powiększa się]

img_4601img_4602img_4603img_4604img_4605img_4611

more...
12

Zaiste, nie mam planu

gru
2 Comments »   Posted by ryba |  Category:inne

Sezon olimpiad rejonowych przyszedł w tym roku wyjątkowo wcześnie. Jestem żywym przykładem na to, że wygrywanie (no, nie całkiem.. polski – 2. miejsce, religia -1., niemiecki – 2.) etapów szkolnych jest niewielkim osiągnięciem, ponieważ dopiero rejon pokazuje czy rzeczywiście się coś umie. Jeśli napiszę, że nie przejdę, bo się nie uczyłam – nie uwierzycie mi. Zrobię to w piątek, po ostatniej olimpiadzie, kiedy będę mieć jasność ;)
Liczę tylko na jeden finał – religia. Przyłożyłam się i mam nadzieje przejść. Zdenerwowałam się trochę, kiedy powiedzieli, że mamy tylko 60 minut na napisanie. Napisałam w jakieś 10 minut, zjadłam drożdżówkę i wypiłam soczek (welcome to the olimpiada z religii end księża jako organizatorzy;D), sprawdziłam 2944298 razy i przepisałam wszystkie pytania z odpowiedziami na osobną kartkę. Aaaaaale nie chwalny dnia przed zachodem słońca – próg będzie bardzo wysoki i mimo wszystko trudno będzie przejść.
Btw. księża spiesza się, aż im się sutanny prują  – wyniki będą 8 stycznia.

Ale postanowiłam hamować swoje zapędy narcystyczne (egoistyczne?) i mniej pisać notek w stylu „co jadłam na śniadanie…”.

Czytając ostatnio papilota natknęłam się na artykuł o modelkach w rozmiarze XXL. Popadamy w skrajności. Jeśli media nie promują akurat rozmiaru zero, czyli chodzącego wieszaka, to promują co? 50 kilogramową nadwagę. A gdzie się podział rozmiar M, czyli medium, czyli średni, czyli NORMALNY?

Na koniec chciałam polecić wam „Heban” Kapuścińskiego. Autor opisuje swój pobyt i podróż przez Afrykę; sytuację polityczną, zwyczaje szczepów i życie codziennie np. na Saharze. Cegła, bo cegła, napisana trudnym językiem, ale mimo wszystko fantastyczna. Mnie najbardziej uderzył opis pojęcia czasu akceptowanego przez Afrykańczyków. W Europie to człowiek jest na usługach czasu. Mieści swoje życie w jego sztywnych ramach. Dla choćby mieszkańców Konga, czas jest pojęciem względnym, mają nad nim kontrolę. Pytanie o gdziny odjazdu autobusu jest bezcelowe. Ruszy za dzień, za dwa, za tydzień, a może na 10 minut – wtedy, kiedy zbiorą się ludzie.
Zaskoczyła mnie tez teoria (a może fakt?) Kapuścińskiego na temat rzeczywistych twórców obozów koncentracyjnych. Po roku 1885, czyli po zakończeniu konferencji berlińskiej dzielącej Afrykę na prowincję podległe Europejczykom, Anglicy sprowadzają na Czarny Ląd darmową siłe roboczą.  Hindusi mieli za zadanie stawiać fizyczne fundamenty kolonializmu a przetrzymywani byli właśnie w obozach pracy.
Nie wiem czy to, co teraz napisze nie będzie kompletną bujdą, ale moim zdaniem obozy koncentracyjne z czasów drugiej wojny światowej różniły się od tych z czasów kolonizacji jedną rzeczą. Według Martina Bormana (głównego ideologa systemu pracy przymusowej) obozy koncentracyjne (nie mówie o obozach zagłady) miały prowadzić do śmierci poprzez pracę ponad siły. Anglicy za to nie mieli na celu wykończenia Hindusów, jedynie ich wykorzystanie, a masowe ich umieranie było, brzydko mówiąc, skutkiem ubocznym. Jeden sposób, dwa założenia, podobny efekt? Jak bym plotła od rzeczy to prosze, niech mnie ktoś uświadomi.

Zdjęcia zrobione przy okazji dzisiejszej sesji taty, na której nawiasem mówiąc wynudziłam się jak mops. Pierwsze dwa zdjęcia są wyjątkowo ambitne, ponieważ pokazują jak siedze zasypana sprzętem i pije herbatę.
[Nie, moje glany nie są białe - są żółte]
[KLIK -> powiększa się]

dsc03350dsc03351

img_4626img_4630img_4634img_4638img_4642

more...
04

Tak jak teraz jest..

gru
2 Comments »   Posted by ryba |  Category:inne

6:15 – dzwoni budzik, 6:18 – pierwsza drzemka, 6:21 – druga drzemka, 6:24 – trzecia drzemka, w czasie której dopadają mnie wyrzuty sumienia i ok. 6:25 wstaję. Zamykam okno i wloke się do łazienki. 6:30 – siadam przed szafką, otwieram ją i myślę: spodnie czy spódnica? 6:35 – spódnica. 6:47 biegne do Anki. 6:48 jestem u Anki. 6:50 jadąc słuchamy radia Zet (?) i oczywiście „Co nowego w prasie?” 6:54 kopie Anke, żeby szybciej wysiadała, bo na nas trąbią. 6:55 stoimy na środku kościoła, wszyscy się na nas gapią, a my zastanawiamy się gdzie by tu usiąść.
Na roratach wszyscy oprócz mnie przysypiają i zamulają. Ja w tym czasie przeżywam klasyczną godzinę dałna, bije mi i nie moge usiedzieć na miejscu.
Roraty bez bycia w chórze tracą połowę ze swojego uroku, no ale bywa. Musiałyśmy w tym oku dać szansę scholi. Stoi to takie obok organów i miauczy bez większego efektu.
Adwent jest specyficznym czasem oczekiwania. Dla każdego. Wierzący czekają na Chrystusa, mniej wierzący na prezenty pod choinką a sklepy czekają na ludzi, których dopadnie świąteczny szał. Ja też czekam. Nie wiem jeszcze na co, ale czekam.

more...