Na pewnym forum, na którym zaczełąam niedawno pisywać padło pytanie, czy istnieje coś takiego jak przyjaźń damsko-męska.
Moim zdaniem przyjaźń damsko-męska między ludźmi w moim wieku zdarza się tak często, jak całkowite zaćmienie słońca. Nie chce przez to powiedzieć, że raz na 370 lat, ale… no tak, właśnie to chcę powiedzieć.
Taka relacja na pewno jest możliwa między dziećmi. Sama przez 5 czy 6 lat (jak wszyscy wiecie) przyjaźniłam się z Norkiem. Raczej irytowało mnie towarzystwo dziewczyn, więc chłopak mieszkający za płotem był dla mnie wyjściem idealnym. Moja mama do dziś śmieje się z tego jak budowaliśmy auto (kółka odkręciliśmy od jeżdżącego łóżka dziadka Norka…), przerabialiśmy mój rower na motor, albo kopaliśmy dziury, żeby wrzucić tam jakieś Bogu ducha winne ryby. Kiedy z jakiegoś powodu któreś z nas nie mogło wychodzić z ogrodu po prostu siadaliśmy przy płocie, każde ze swojej strony i murowaliśmy go (w sensie że płot) wodą z piaskiem, którą nazwaliśmy ciamajdą.Dzisiaj dalej często można nas gdzieś razem zobaczyć i w ogóle, ale no.. płotu już nie murujemy. Liczę na to, że ogóle to wiecie co chciałam powiedzieć (ah te moje zdolności werbalizacji) =D
Tak jeszcze odnośnie Norka i teraźniejszości, to bezcenne jest dostać o 23 smsa z pytaniem, czy mam numer jakiejś fajnej dziewczyny z sieci Heyah, albo odebrać telefon i usłyszeć coś w stylu „Chopie, idziesz na koncert do emdeka?”.
more...
Bramka, ścieżka, po bokach malwy, bratki, róże i chwasty. Potem drzwi, miałam dzwonić zawsze trzy razy. Przedpokój trochę zamazany. Jedynie, co widzę wyraźnie to sterta różnobarwnych butów i wycieraczka. Czerwone skórzane z kokardką, obcas ‘kaczka’, ale dla mnie zawsze to były ‘szpilki’. Drewniane schody schody w górę i w dół. Idę na górę. Uważam na chwiejący się szczebel, gdzie czasem wpadała mi noga. Duża kuchnia z wyjściem na balkon, z którego widać rzędy identycznych domów, a gdyby sięgnąć wzrokiem dalej ‘Jedynkę’ i ‘Klera’. Wracam do kuchni. Wielki ciężki stół zawalony ciastkami, gazetami, kartami tarota, lufkami od papierosów i chyba wszystkim, co nie powinno znajdować się na kuchennym stole. Trochę wyżej szafka. Kolekcja różańców, ozdób, pierdół, obrazków świętych i oczywiście aniołki. Ceramiczne, glinianie, małe, duże, pucate, barokowe, z lokami, ze skrzydłami i bez. Pamiętam barometry. Jak baba była z przodu, to babcia zaraz zaczynała narzekać, że ją głowa boli. Obok kuchni mała łazienka, z której zwykle nikt nie korzystał. Nie pamiętam już czemu. Duże drzwi, a właściwie wrota. Zwykle były zamknięte. Byłam tam tylko kilka razy. Cały dom na Głębokiej był jedną wielką kochaną graciarnią, a pokój za zwykle zamkniętymi drzwiami nie stanowił różnicy. Długi, na nie przymierzając, kilkanaście metrów. Mama mówiła, że w jednej ze ścian jest piękny staroświecki kominek, ale spod stert nie wiadomo czego nie widac go. Dalej schodami na górę. Pokój, zwany pokojem nie pamiętam kogo. Remigiusza? Skąd niby.. Armanda? Chyba tak. Sterty pierzyn, staromodnych ciuchów i nieużywanych mebli aż po sam sufit. Kilka dużych szaf, w nich futra. Przed pokojem szafka, a na niej czerwony telefon domowy. Ciężka słuchawka i tarcza, który pykała przy wykręcaniu numeru. Nigdy nie widziałam go dzwoniącego, może nie działał? Łazienka, w której nie było żadnego okna. Okropny metalowy chłopczyk na drzwiach. Obok ‘mój pokój. ‘Nasz’ pokój. Nie pamiętam nic oprócz dużego łóżka, na którym spałam. Przed siódmą rano budziły mnie monologi, a właściwie rozmowy z psem: ‘Aaaaaaaaaaaksaa, suuuuuuuuuuuuunia moja, mooja mordo ty, rosjanka z ciebie, ruska kobita, taaaaak, suuunia moja, no jedz’. Właściwie to nie pamiętam, w którym roku Aksa zdechła. Była jednym z niewielu psów, które lubiłam. Babcia zawsze końcówki jej długich uszu zaginała lepiąc je gumą do żucia. Pewnej zimy Aksa uciekła babci. Znalazca zadzwonił do radia i powiedział, że znlazazł piękną Collie z zakrzywionymi czubkami uszu. Wszystko ma swój cel. Pokój obok, pokój babci. Łożko, szafką z zegarkiem – dalmatyńczykiem. Papierosy ‘Popularne’, różaniec, książki, stary i zakurzony telewizor, meblościanka po sam sufit, a w niej skarby babci. Kolczyki, klipsy, naszyjniki, sznury pereł, korale, broszki i spinki do włosów wysadzane kamieniami. Schodami w dół. Mijam kuchnie i idę na parter. Kilka pokoi, które czasem babcia wynajmowała lokatorom. Lubiłam tam chodzić, jeśli akurat stały puste czekając na nowych mieszkańców. Cisza i żółte światło. Z małej sypialni można było wyjśc wprost do ogrodu. ‘Ogród’ to za duże słowo. Kwadrat trawy otoczony płotem, za którym biegał odwieczny wróg Aksy – Hera.
more...
Jadąc na rekolekcje z 3d nie wiedziałam, czego się spodziewać. W dzisiejszych czasach, a szczególnie kiedy ma się 15 lat i jest się wierzącym praktykującym ( standard = niewierzący praktykujący) to obciach. Pojechanie na rekolekcje po raz drugi tylko po to, żeby się pomodlić to niemal samobójstwo. Po odpowiedzeniu na 3257935495 pytań pt. ‘To po co jedziesz drugi raz?’ ludzkość jakoś przyjęła to do wiadomości i chwała im za to. Szczerze mówiąc spodziewałam się jakichś większych dymów, bo w końcu ‘klasa sportowa chłopców’ – to do czegoś zobowiązuje =D
Dużym plusem tych rekolekcji były zajęcia w grupach. Moja grupa liczyła trzy osoby i dostałyśmy świetną animatorkę, która skupiała się na każdej z nas osobno, a nie na ogóle.
Byłam pewna, że niektóre pomysły moje i Magdaleny A. przypłacę chorobą, ale o dziwo po godzinach grania w badmintona przy temperaturze poniżej zera (kto by się ubrał? ja na to nie wpadłam) czuję się całkiem dobrze.
A tak w ogóle to kanapowe kółko adoracji i naloty rządzą =D
more...