W moim liceum organizowany jest szkolny konkurs na tekst inspirowany twórczością Tadeusza Różewicza. Różewicz jest jednym z moich ulubionych polskich poetów, więc chciałam wziąć w nim udział. Miałam nawet pomysł, ale nie wiedziałam, jak ubrać go w słowa. Aż w końcu przypomniałam sobie o wierszu, czyli o formie, której zawsze się bałam (i boję się nadal). Pocieszając się przywilejem poety, jakim jest mówienie ładnie, aczkolwiek bez sensu, wrzucam wam tutaj tego oto nowego potworka. Nie jestem pewna, czy ktoś, kto nie ogarnia Różewicza, jest w stanie cokolwiek zrozumieć, ale zaryzykuję. Wiersz jest tak jakby monologiem – po lewej stronie są moje słowa, a po prawej cytaty z Różewicza.
Róża do Różewicza
bo widzisz
ty i ja
Tadeusz Różewicz
i ja Róża
jesteśmy do siebie bardzo podobni
w naszych kartotekach
kłębią się suche włosy
szare warkoczyki
z czerwonymi wstążeczkami
ponoć każdy szuka przyjaciela
ale oni nie pozwalają mi ciebie lubić.
ty za
sukienki w białe groszki
kałuże krwi
Boga nabitego na tysiąć iglic wież
gasnące złote słońca
martwe owoce żywota
i za baranki z chorągiewką w oku
zostałeś przez nich zbawiony
chociaż uporczywie broniłeś się, że
nie jesteś młody
nie ma lasu i jagód
człowiek nie ma serca
drzewo nie daje cienia
mimo to wzięli twoje całe
nic
i utworzyli ci z tego pomnik
trwalszy niż ze spiżu.
teraz potrzebuję twojej pomocy bo
20 sierpnia wyszłam z domu
i nie powróciłam
przez nich
bo oni nie chcą moich
sukienek w białe groszki
kałuż krwi
Bogów nabitych na tysiąc iglic wież
gasnących złotych słońc
martwych owoców żywota
i baranków z chorągiewką w oku
tylko dlatego bo ja nie widziałam
furgonów porąbanych ludzi
którzy nie zostaną zbawieni
oni
będą zadawać sobie pytania
co autor miał na myśli?
i nie będą wiedzieć
ale ty, mój przycielu
Tadeusz Różewicz
wiesz
Share on Facebook