mar 6

elegia na festyn zmarłych

Posted in inne

elegia na festyn zmarłych

widziałam
kolorowe morza migocących światełek
(błędne ogniki, prowadzą wszędzie)
połyskujące marmurowe płyty
romantycznych spacerowiczów
chłonących atmosferę miejsca
widziałam matkę całującą
zimnego anioła na nagrobku dziecka
ale nie wiem czy to prawda
nie widziałam
srebrzystej rzeki upłynnionych psalmów
wijącej się w kierunku wzwyż
ale wiem
nie znam innej prawdy

*********************************
Wiersz miał być opublikowany w okolicach 1 listopada, ale gdzieś się zaplątał i oto jest teraz, z małym poślizgiem.

Share on Facebook
lut 24

spod łóżka

Posted in inne

spod łóżka

potwór spod mojego łóżka nie ma
zakrzywionych pazurów i paszczy pełnej ostrych zębów
słyszę zawsze kiedy się zbliża
tik tak tik tak
idziesz obok
tik tak tik tak tik tak
stoisz za mną
nie odwrócę się, a ty nie odejdziesz
masz w sobie coś z najlepszego przyjaciela

kiedyś pójdę w to miejsce
gdzie chodzą ludzie z głowami jak kule
każdy dwoma rekami przytrzymuje swoją pełną
błysku tupotu zórz w kolorach oparów i cudów

popatrzą na mnie
i ciebie u mojego boku
„zawiedliśmy się, teraz odejdź”

wtedy odwrócę się
poklepiesz po ramieniu moją ręką
pocieszysz moim głosem
będę chciała spojrzeć we własne oczy i zapytać dlaczego

zobaczę twoją połyskującą tarczę
szybko umykające wskazówki
„przecież wiedziałaś”

Share on Facebook
comments: 0 » tags: ,
sty 3

***

Posted in inne

napisaćprzeczytaćzostawić
pokochać i w świat wypchnąć

takie nieużyte w klatkach zamknięte gryzą pręty trzęsą więzieniem
gdy podejdziesz za blisko usuwają się w cień

kiedy wracam utwierdzić ich byt niewydobyty wyciągają szponiaste rączki
chwytają za włosy ciągną krzyczą piskliwymi głosikami
ich twarzyczki misternie formowane z myśli
wykrzywią się
znów trzeba je wszystkie wytłuc

Share on Facebook
comments: 0 » tags: ,
paź 22

bez tytułu

Posted in inne

Od najmłodszych lat uczeni jesteśmy magii i mimo to marni z nas czarodzieje. Magiczne księgi przelatują nam przez ręce, kurzą się w kątach i podpierają rogi nierównostojących regałów. Wszyscy dobrze znamy zaklęcia, nie znać ich nie wypada i nie sposób; może się boimy, może w nie wątpimy, może po prostu się nam nie chce. Magia zrobiła się już tak powszechna i przestarzała, że ludzie dwudziestego pierwszego wieku gardzą nią jak ubraniami z zeszłego sezonu. Czarodzieje wyszli z mody. Ci, którzy jeszcze się nie powypierali, już nie wołają głośno, nie unoszą rąk. Słysząc w oddali wycie karetki pogotowia, opuszczają głowy i pospiesznie mamroczą pod nosem uroki. Zrozumieli, że świat ich odrzucił, zresztą nie pierwszy i nie ostatni raz. Nasza pogarda dla magii często wynika nie z nas samych, ale ze zwyczaju; magowie są wyszydzani i traktowani niepoważnie, więc dla osobistego bezpieczeństwa i spokoju oraz w hołdzie miłości własnego lenistwa nie angażujemy się przesadnie lub nie angażujemy się wcale w praktyki czarodziejskie. Magia jednak była, jest i będzie zakorzeniona głęboko. Jak dotąd wszyscy, którzy próbowali dowieść, że tak nie jest lub że tak być nie powinno, ponieśli porażkę. Zaklęcia oblepiają nasze głowy od środka i ruszają nam z pomocą, kiedy zawodzą wszelkie przyziemne sposoby przepychania się ze światem i Parkami. Wtedy, zrezygnowani i bezsilni, zamykamy oczy i szepczemy do wnętrza przymglone już słowa i wciąż mylimy się, powtarzając:
- i niech będzie wola nasza.
Już.

Share on Facebook
paź 1

zawiedzione wyznanie

Posted in inne

Nie wierzę w jedną przyjaźń,
matkę współistnienia,
stworzycielkę szczęśliwości i innych rzeczy dotykalnych i niedotykalnych

I w jedną pomoc, córkę przyjaźni jednorodzoną,
która poczęła się z zasad niepisanych, narodziła z chęci nieprzymuszonej
i, umęczona pod miłością własną, umiera dnia każdego
Która zstąpiła między mity,
by tam pozostać i zasiadać po prawicy bezinteresowności,
stamtąd też zwodzić i wodzić naiwnych

Nie wierzę w pewność niewzruszoną
Nie wierzę w zmartwychwstanie sumienia i dawnych poufałości
Nie wierzę w bycie po prostu
Amen

___________________________________________________________________
Inspirowałam się moim przykrym przeżyciem pewnego sobotniego popołudnia oraz absolutnym masterpiece’m literackim Franciszka Jezierskiego, oświeceniowego miotacza pogardy, „Wyznaniem rządu polskiego”, którego z wielkim żalem nie zalinkuję, bo nie mogę znaleźć go w całości.

Share on Facebook
comments: 0 » tags: , ,
cze 12

prawda nas (nie)wyzwoli

Posted in inne

Ocena z zachowania – jedna z gorszych i mniej śmiesznych szkolnych fars. Pod koniec semestru każdy z nauczycieli staje przed druzgocącym wyborem: wzorowe czy może, o zgrozo, bardzo dobre ? Inne bowiem pozycje na skali są ustalone ku przestrodze, mają być i straszyć, niczym rodzice wróżący dziecku rózgę od świętego Mikolaja, te wszystkie czarne owce, które nie lubią mówić wierszyków na apelach i wieszać gazetek na temat nadchodzących dni czegokolwiek. Wracając do meritum: nauczyciel wystawiający końcoworoczną ocenę zachowania czasami sięga do dziennika, by, rychło wczas, rzucić okiem na pionowe kreseczki i zapytać: a czemu nie było cię wtedy? A wtedy? Co z tą pierwszą lekcją? Znów zaspałaś? Usłyszałam te pytania ostatnio odnośnie pewnych dwóch czerwcowych dni i – jak to mam w zwyczaju (ale serio mam w zwyczaju) – powiedziałam prawdę: pierwszego dnia zaspałam (btw. zaspać, dziwne uczucie, zdarzyło się to nie więcej niż ze trzy razy w życiu, słyszysz budzik, patrzysz: 5.54, myślisz: o matko, na pierwszej lekcji gejografia, no to jeszcze 5 minut, po czym zerkasz na zegarek drugi raz i widzisz 7:58, myslisz: o matko, za 40 minut sprawdzian z baroku), a drugiego dnia po prostu z powodu niewyspania stwierdziłam, że nie pójdę na chemię o ósmej rano. Może, nie wiem, użyłam zbyt śmiałego tonu, zabrzmiałam na zbyt zadowoloną z siebie, w każdym razie zrobiłam coś źle, bo sprowadziłam na siebie i klasę, znowu, kanonadę krzyków zrozpaczonej pani wychowawczyni: nasze podejście do bytowania w szkole jest spaczone, pomyliliśmy budynki – powinniśmy trafić do zawodówki, w najlepszym wypadku do bawełnianki, a za takie wybryki natury frekwencyjnej oraz innej, jak nasze, powinniśmy już dawno wylecieć stąd na zbity pysk. Nie chcę w tej notce narzekać na naszą wychowawczynię, która ma z nami naprawdę niełatwą przeprawę, musimy jej to przyznać (jak ja jej nas współczuję! ale że serio) ale zmierzam do wniosku, że W SZKOLE NIE WOLNO MÓWIĆ PRAWDY dla dobra własnego i wszystkich dookoła. Dziewięć na dziesięć odpowiedzi na pytanie „czemu cię nie było?” brzmi zaspałem/byłem chory/byłem u lekarza. Większości z nas nawet nie chce się wysilać i wymyślać jakiś lepszych wymówek – bardzo dobrze, bo nie byłyby one przyjęte. Nauczyciel po raz 230523895 słuchający „zaspałem” i tak w to nie wierzy, ale jakoś specjalnie się nie rzuca, natomiast inne usprawiedliwienia są wykroczeniem przeciwko szkolnej homeostazie zakłamania. Kolejny przykład: powiedziałam, że nie zamierzam zdawać na wyższą ocenę z jednego przedmiotu, żeby mieć wyższą średnią, bo moim zdaniem na tą ocenę nie zasługuję. Epizod ten został wykorzystany w jednym z kazań jako dowód na naszą gnuśność – jak możemy nie korzystać, kiedy nauczyciel pozwala nam zdawać na wyższy stopień? Zbrodnia.
Podsumowując, szablonowe kłamstwa na linii uczeń-nauczyciel są w szkole wymagane. Złamanie kanonu, czyli mówienie prawdy jest złe, nie opłaca się, prowadzi do zakwaszenia atmosfery i wielu nieprzyjemności – oto czego nauczyłam się po roku w liceum.

Share on Facebook
mar 20

czy ja wieeem…

Posted in inne

W moim liceum organizowany jest szkolny konkurs na tekst inspirowany twórczością Tadeusza Różewicza. Różewicz jest jednym z moich ulubionych polskich poetów, więc chciałam wziąć w nim udział. Miałam nawet pomysł, ale nie wiedziałam, jak ubrać go w słowa. Aż w końcu przypomniałam sobie o wierszu, czyli o formie, której zawsze się bałam (i boję się nadal). Pocieszając się przywilejem poety, jakim jest mówienie ładnie, aczkolwiek bez sensu, wrzucam wam tutaj tego oto nowego potworka. Nie jestem pewna, czy ktoś, kto nie ogarnia Różewicza, jest w stanie cokolwiek zrozumieć, ale zaryzykuję. Wiersz jest tak jakby monologiem – po lewej stronie są moje słowa, a po prawej cytaty z Różewicza.

Róża do Różewicza

bo widzisz
ty i ja

Tadeusz Różewicz

i ja Róża
jesteśmy do siebie bardzo podobni
w naszych kartotekach

kłębią się suche włosy
szare warkoczyki
z czerwonymi wstążeczkami

ponoć każdy szuka przyjaciela
ale oni nie pozwalają mi ciebie lubić.
ty za

sukienki w białe groszki
kałuże krwi
Boga nabitego na tysiąć iglic wież
gasnące złote słońca
martwe owoce żywota
i za baranki z chorągiewką w oku

zostałeś przez nich zbawiony
chociaż uporczywie broniłeś się, że

nie jesteś młody
nie ma lasu i jagód
człowiek nie ma serca
drzewo nie daje cienia

mimo to wzięli twoje całe

 

nic

i utworzyli ci z tego pomnik
trwalszy niż ze spiżu.

teraz potrzebuję twojej pomocy bo
20 sierpnia wyszłam z domu
i nie powróciłam

przez nich
bo oni nie chcą moich

sukienek w białe groszki
kałuż krwi
Bogów nabitych na tysiąc iglic wież
gasnących złotych słońc
martwych owoców żywota
i baranków z chorągiewką w oku

tylko dlatego bo ja nie widziałam

furgonów porąbanych ludzi
którzy nie zostaną zbawieni

oni
będą zadawać sobie pytania
co autor miał na myśli?
i nie będą wiedzieć
ale ty, mój przycielu

Tadeusz Różewicz

wiesz

Share on Facebook